Man in yellow shirt covering face with one hand while showing a stop gesture with the other.

„NIE – jest pełnym zdaniem.” Anne Lamott

Kiedyś bardzo chciałam w to uwierzyć, ale w praktyce nie było to dla mnie takie proste. Samo słowo „nie” potrafiło wywołać we mnie napięcie, poczucie winy i potrzebę natychmiastowego tłumaczenia się. Kiedy ktoś prosił mnie o pomoc, niemal automatycznie odpowiadałam: „Dobrze, zajmę się tym”. Nawet wtedy, gdy w środku czułam zmęczenie. Nawet wtedy, gdy miałam już zaplanowany dzień. I nawet wtedy, gdy tak naprawdę chciałam tylko odpocząć i pobyć chwilę sama ze sobą.

Zgoda, której wcale nie chciałam dać

Pamiętam wiele sytuacji, w których mówiłam „tak”, chociaż całe moje ciało mówiło „nie”. Zgadzałam się na dodatkowe zadania, bo nie chciałam nikogo zawieść. Odbierałam telefon, mimo że potrzebowałam ciszy. Odpisywałam na wiadomości późnym wieczorem, chociaż obiecywałam sobie, że tego dnia już nie będę pracować. Czasami odkładałam też własne plany, żeby pomóc komuś innemu. Innym razem zgadzałam się na spotkanie, mimo że byłam już tak zmęczona, że marzyłam tylko o prysznicu, herbacie i spokojnym wieczorze.

A później byłam zła. Nie tylko na siebie, ale również na innych.

Zastanawiałam się: „Dlaczego oni ciągle czegoś ode mnie chcą?”. Dopiero z czasem zrozumiałam, że często sama uczyłam ludzi, że jestem dostępna zawsze i że można na mnie liczyć niezależnie od tego, ile mnie to kosztuje.

Trudno wyobrazić sobie jedno, a łatwo zaakceptować drugie

Pomyśl o pracy. Trudno sobie wyobrazić, aby szefowie większych firm bez oporów zgodzili się na to, żeby pracownicy przychodzili do biura z dziećmi w każdy poniedziałek. Crazy pomysł, co? Taka idea prawdopodobnie od razu wywołałaby wiele pytań i sprzeciwów.

A jednak niektórzy pracodawcy bez większego problemu oczekują od swoich podwładnych siedzenia w biurze w sobotę albo w niedzielę. Jakby czas prywatny pracownika nie miał takiej samej wartości jak czas firmy. Jakby odpoczynek można było bez końca przesuwać na później.

Sama znam to uczucie, kiedy dodatkowe zadanie pojawiało się pod koniec tygodnia i od razu zakładałam, że powinnam się nim zająć. Zamiast powiedzieć: „Mogę zrobić to w poniedziałek”, myślałam: „Może jeszcze dzisiaj dam radę”. I nagle pracowałam wieczorem, rezygnując z odpoczynku, a później wchodząc w kolejny dzień z poczuciem zmęczenia i napięcia.

Dzisiaj potrafię już powiedzieć: „Mogę się tym zająć, ale nie w weekend”. Albo: „W tym tygodniu nie mam już przestrzeni na dodatkowe zadanie. Mogę wrócić do niego w poniedziałek”.

To nie oznacza, że nie zależy mi na pracy. Oznacza tylko, że mój czas po pracy również jest częścią mojego życia.

Granice w relacjach

Chcę Ci powiedzieć, że granice nie dotyczą wyłącznie pracy. Zdarzało mi się, że ktoś dzwonił do mnie późnym wieczorem i od razu zaczynał opowiadać o swoich problemach. Chciałam być wspierająca, więc słuchałam, nawet jeśli sama miałam trudny dzień. Nie zawsze miałam siłę, żeby przyjąć cudze emocje. Mimo to bałam się powiedzieć: „Dzisiaj nie mam przestrzeni na tę rozmowę”. Obawiałam się, że druga osoba uzna mnie za nieczułą albo samolubną. Dzisiaj wiem, że mogę kogoś kochać, szanować i nadal nie być gotowa do rozmowy w każdej chwili.

Ostatnio powiedziałam: „Słyszę, że potrzebujesz wsparcia, ale dzisiaj sama jestem bardzo zmęczona. Porozmawiajmy jutro, dobrze?”. To nie jest odrzucenie drugiej osoby, a moim zdaniem uczciwe powiedzenie, na co naprawdę mnie stać.

Nie każda prośba musi kończyć się zgodą

Przez długi czas wydawało mi się, że jeśli ktoś mnie o coś prosi, powinnam mieć ważny powód, aby odmówić. Samo „nie chcę” wydawało mi się zbyt mało. „Nie mam ochoty” brzmiało niemal jak coś niewłaściwego. „Potrzebuję odpocząć” uważałam za wymówkę, którą trzeba dodatkowo uzasadnić. Dzisiaj wychodzę z założenia, że nie każda odmowa wymaga długiego wyjaśnienia.

Jeśli ktoś proponuje mi spotkanie, a ja potrzebuję spokojnego wieczoru, mówię wprost: „Tym razem nie przyjdę. Potrzebuję odpocząć”. Albo jeśli ktoś prosi mnie o pomoc, a ja mam już zbyt wiele obowiązków, szczerze o tym informuję: „Nie dam rady się tym teraz zająć”.

Jeśli rozmowa zaczyna przekraczać moje granice, mówię: „Nie chcę kontynuować tego tematu”. I uwierz mi, to wystarczy. Nie musisz przedstawiać całej historii swojego zmęczenia, żeby Twoje „nie” stało się ważne.

Poczucie winy może się pojawić…

Nauczenie się stawiania granic nie sprawiło, że nagle zawsze czuję się pewnie. Czasami nadal pojawia się poczucie winy. Zdarza mi się odłożyć telefon po odmowie i zastanawiać się, czy nie zabrzmiałam zbyt chłodno. Czasami mam ochotę napisać kolejną wiadomość z wyjaśnieniem, żeby druga osoba na pewno mnie dobrze zrozumiała.

W takich chwilach przypominam sobie, że poczucie winy nie zawsze oznacza, że zrobiłam coś złego. Czasami oznacza tylko, że zrobiłam coś nowego. I jeśli przez lata przyzwyczajałeś innych do swojej ciągłej dostępności, Twoja pierwsza odmowa może wydawać się nienaturalna. Możesz czuć napięcie, nawet jeśli postąpiłeś właściwie.

To minie. Z czasem Twoje granice zaczną być dla Ciebie czymś normalnym.

Jak możesz zacząć mówić „nie”?

Nie musisz od razu stawiać granic we wszystkich obszarach swojego życia. Możesz zacząć od jednej małej sytuacji.

Zanim odpowiesz na prośbę, zatrzymaj się na chwilę i zapytaj siebie:

  • Czy naprawdę chcę to zrobić?
  • Czy mam na to czas i energię?
  • Czy zgadzam się z własnej potrzeby, czy ze strachu przed reakcją drugiej osoby?
  • Co poczuję, jeśli powiem „tak”?
  • Co poczuję, jeśli powiem „nie”?

Możesz też nauczyć się kilku prostych zdań:

„Dziękuję, ale tym razem odmówię”.

„Nie mam teraz na to przestrzeni”.

„Muszę się zastanowić. Odpowiem później”.

„Mogę pomóc, ale nie w tym terminie”.

„Nie zgadzam się na to”.

„Potrzebuję czasu dla siebie”.

Z autopsji powiem Ci, że to właśnie w takich krótkich zdaniach często zaczyna się odzyskiwanie kontaktu ze sobą.

Twoje „nie” chroni Twoje „tak”

Kiedy przestajesz mówić „tak” wszystkim i wszystkiemu, Twoje „tak” staje się bardziej szczere, zgadzasz się?

Zobacz jakie to wspaniałe: jeśli zgadzasz się na spotkanie, robisz to dlatego, że naprawdę chcesz tam być. Jeśli komuś pomagasz, masz na to po prostu przestrzeń. A jeśli podejmujesz się dodatkowego zadania, nie robisz tego wyłącznie ze strachu przed oceną.

Granice nie odbierają Ci dobroci. Pomagają Ci pomagać bez ciągłego poczucia przeciążenia i ukrytej złości. Nie możesz być naprawdę obecnym dla innych, kiedy cały czas przekraczasz samego siebie.

Neurowellness zaczyna się od słuchania siebie

Wyznaczanie granic jest również formą troski o układ nerwowy. Zauważ, że kiedy regularnie ignorujesz zmęczenie, potrzebę ciszy i sygnały płynące z ciała, żyjesz w ciągłej gotowości.

Jeszcze jedna wiadomość. Jeszcze jedno zadanie. Jeszcze jedna prośba. Jeszcze jeden raz, kiedy odłożysz siebie na później. To takie znajome, prawda?

A przecież Twoje ciało i umysł także potrzebują poczucia bezpieczeństwa, przewidywalności i odpoczynku.

Dlatego coraz częściej przypominaj sobie, że mogesz powiedzieć „nie”, zanim pojawi się frustracja. Mogesz zrobić przerwę, zanim całkowicie zabraknie Ci energii. I możesz wybrać spokój, nawet jeśli nie wszyscy będą z tego zadowoleni.

Twoje „nie” nie czyni Cię egoistą. Ani nie oznacza, że jesteś trudny, niewdzięczny albo mniej kochający.

Najczulszym sposobem, w jaki możesz powiedzieć samemu sobie:

„Widzę Cię. Słyszę Cię. Twoje potrzeby też są ważne”.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk